Nadzieja matką głupich i natchnieniem artystów

Nadzieja matką głupich i natchnieniem artystów

Biegnę w podskokach potem zroszony,
bom do Starosty jest zaproszony,
nadzieja w sercu jak pisklę kwili
i już doczekać nie mogę chwili
gdy ten siwiutki, miły staruszek
porcję obietnic wleje w mą duszę.

Tak mi się śpieszy, tak mi wesoło,
że oglądają się ludzie wkoło
i kto jest obcy, to zaraz pyta,
czemu tak gonię jak koń z kopyta?

Miejscowi wiedzą i nie pytają,
bo całą sprawę z mediów już znają,
że ja miesięcy tak biegam kilka
i droga dla mnie ta w Biurze chwilka.

Bo choć dostanę tam figę z makiem,
z samym Starostą, a nie burakiem
spędzę przyjemne i płodne chwile,
jemu zawdzięczam natchnień mych tyle.

Rok już Go sławię w prozie, liryce,
nawet dramatem wkrótce zaszczycę –
ludzie, przepraszam, o co ja pieprzę!
przecież na odwrót, to będzie lepsze.

To On zaszczyca swoją osobą,
me skromne dzieła, co żyć nie mogą
bez tej w Powiecie Pierwszej Persony.
Mam wprawdzie inne godne Matrony,

które rozsławiam ile sił w piórze –
drę pierze z kuprów, aż lecą kurze,
ale wiadomo, tam mózgi kurze,
a On to mędrzec! Puk, puk – już w Biurze.

Zagoniony, ale natchniony
Niemagister Wojciech Zarzycki

Podziel się na:
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogłoszenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *