Zbrodnia doskonała tom I

Zbrodnia doskonała tomI

Po miesiącach bolesnych rozważań i dociekań zrozumiał tylko jedno – jeżeli chce odzyskać podziemie szkoły dla swojej świetlicy „Tartar”, musi przeniknąć motywację tych, które ją stamtąd wywaliły.Przecież świetlica szkołę ani nikogo poza nim nic nie kosztowała, nikomu, a już zwłaszcza szkole, nie przeszkadzała, szkoła ani starostwo dalszej działalności nie jest przeciwne, ba, deklarują w wywiadach nawet chęć pomocy (która jest zbędna, bo półtora roku działali bez niej). Co u diabła ciężkiego powoduje, że jak lwice swoich młodych bronią tych niepotrzebnych szkole ani nikomu innemu (poza nim) pomieszczeń? W tym musi coś tkwić! Postanowił ten weekend poświęcić w całości na rozgryzienie tej niezwykłej zagadki. Zaszył się w lesie nad jeziorem, zabrał prowiant i coś do picia (dwie butelki czerwonego wina) i postanowił przeniknąć mrok tej tajemnicy. Dla natlenienia szarych komórek opłynął jezioro dookoła i te parę kilometrów w wodzie nastroiło go bojowo. Usmażył jajka na kiełbasie, wypił jak zwykle do tego kilka kubków herbaty, nalał w szklaneczkę słodkiego wina i zatopił się w rozważaniach.
Może to było na przykład tak:

Znudzona Balanga Trunkowska przerzucała kanał za kanałem.
– Życie jest takie nudne i szare, a ta telewizja taka głupia. Zupełnie nie ma co oglądać, choć człowiek płaci za satelitę. Żeby chociaż jakiś brazylijski serial o miłości, a tu nic, tylko te kryminały i teleturnieje! Człowiek nie może odprężyć się po stresach w pracy, oderwać od szarzyzny codziennych obowiązków – te codzienne wizyty w starostwie dla podtrzymania dobrych stosunków są tak wyczerpujące, a w szkole – bo to człowiek odpocznie?! Gdzie tam! Dzieciska ciągle z czymś przyłażą i zawracają gitarę, jakby nie mogły się w końcu nauczyć, że wszystko i tak załatwia Tyraniceta. A z tymi gamoniami nauczycielami to też krzyż pański – tłuki, nieuki, i tylko daj im nadgodziny, dodatki, nagrody, staże, szkolenia, itp. itd. Koszmar! Jaka fajna byłaby szkoła bez tego całego badziewia – uczniaków i belfrów! Ale tylko można pomarzyć, ciągle jeszcze ktoś do nas się zapisuje we wrześniu, chociaż co roku coraz mniejszy z tym kłopot – idą gdzie indziej na szczęście. Ale kogoś przyjąć musimy, bo zamkną ten cyrk i co wtedy będzie ze mną? Iść gdzieś do roboty? O, nie, nie ma głupich, już wolę być Panią Dyrektor!
Trunkowska zrobiła sobie kolejnego drinka dla uspokojenia nerwów. Na jednym z polskich kanałów filmowych ujrzała scenę uczty – ludzie leżeli na takich niby łóżkach, trzymali złote kielichy i gawędzili wesoło na tle wnoszonych potraw: pieczonych dzików, różnych ptaków przystrojonych piórami, półmisków z nieznanymi jej smakołykami. Między biesiadnikami krążyli półnadzy niewolnicy i niewolnice, usługując, zabawiając tańcem oraz różnymi sztuczkami.
– Żyć nie umierać – z żalem skonstatowała Dyrektor – to były imprezy, nie to co teraz! Szkoda nawet porównywać, człowiek się za późno urodził.
Pociągnęła ze szklanki i dalej oglądała z zainteresowaniem. Niestety, po kilku minutach film się popsuł, przedstawiał sceny w podziemiach czy kopalniach, jakieś kazania i modły prowadzone przez brodatych obdartusów w długich worach na grzbietach. Gdy rozczarowana chciała szukać szczęścia na innych kanałach, niespodziewanie zrobiło się znowu ciekawie – jakiś król czy cysorz kazał spalić duże miasto, w którym mieszkał. Chajcowało się że hej! Było co oglądać, a potem to jeszcze lepiej – lwy i inne tygrysy zagryzały ludzi na takim okrągłym boisku, z kamiennymi siedzeniami.
Zmęczona Trunkowska nie obejrzała filmu do końca, zasnęła w fotelu, ale obraz miasta płonącego na rozkaz cysorza nie dawał jej spokoju nawet we śnie.
Następnego, a w zasadzie tego samego dnia zjawiła się w szkole późno, niewyspana, skacowanai i w nastroju lwicy zagryzającej chrześcijan. Trzasnęła obitymi skórą (niechrześcijańską, niestety) drzwiami do swego gabinetu i pogrążyła się w gorzkiej zadumie nad upadkiem współczesnego świata.
– Marność nad marnościami, wszystko marność – podsumowała swoje refleksje, zastanawiając się, skąd jej takie mądre słowa przyszły na myśl. – Pewnie z jakiegoś serialu – westchnęła ciężko i łyknęła coś dla zmniejszenia łupania pod czachą. Najchętniej by kogoś zamordowała, ale wiedziała, że nie wolno – trzeba by potem siedzieć w mamrze długie lata. A może spalić Straszów, jak ten cysorz? Też pomysł – domy z cegieł albo pustaków, straż zawodowa i ochotnicza w pogotowiu, miasto po niedawnej powodzi jeszcze nie obeschło. Nic, tylko się zastrzelić!
Przygnębiona włączyła komputer, której to czynności nauczył ją jeden pan w starostwie. Postanowiła zobaczyć, o czym plotkują na portalu pechdnia.eu. Kliknęła dymek z podpisem forum i zaczęła czytać tematy dyskusji straszowskich plotkarzy. Jeden ją szczególnie zainteresował: Świetlica „Tartar” w Liceum im. Świętego Spokoju w Straszowie.
– Co u diabła ci ludzie wypisują! Przecież w Liceum Świętego Spokoju nie ma żadnej świetlicy. Chyba wiedziałabym o niej, jako Dyrektorka – zaśmiała się z przekąsem i kliknęła temat: Gdzie najlepiej kupować ciuchy w Straszowie.
Niestety, nie dane jej było dowiedzieć się tego, gdyż we framugę drzwi rozległo się natarczywe pukanie.
– Czego tam znowu? – warknęła wściekła.
– Czy mogę, pani Dyrektor?
– A, to ty Tyraniceto, wejdź, jeżeli masz coś ważnego.
Już po chwili w fotelu obok biurka chlebodawczyni siedziała Tyraniceta Anicyca Drapichruścik, pełniąca formalnie funkcję wicedyrektorki, ale faktycznie trzymająca całą szkołę za pysk, a przynajmniej usiłująca tego dokonać. Trunkowska jej w w tym nie przeszkadzała, zadowolona, że ktoś w ogóle zajmuje się tym całym bajzlem, który ją nudził okropnie, a nawet irytował.
– Znowu coś rozwalili, jakiś sedes albo drzwi? – spytała Trunkowska.
– Nie, pani Dyrektor, znacznie gorzej – ponurym tonem zaprzeczyła Drapichruścik.
– Wizytacja? – wyszeptała blednąc Trunkowska.
– Nie, pani Dyrektor. Jeszcze gorzej – skrzywiła się ze smutkiem wice.
– Gorzej?! – bardziej się zdziwiła niż przeraziła szefowa. – Przecież gorzej być nie może… Chyba, że zamykają szkołę… Spodziewałam się tego. Ale dranie w tym starostwie! Niby dają medale, chwalą, a po cichu takie rzeczy!
– To nie to, pani Dyrektor – pokręciła głową ponura jak ranek po ciężkim przepiciu Drapichruścik.
Trunkowska zbladła jeszcze bardziej. Już wiedziała, co mogło się stać.
– Niemagister znowu pewnie szaleje! Obsmarował nas gdzieś w mediach, o to chodzi? – wyszeptała ze zgrozą.
– O wiele gorzej, pani Dyrektor… on nas chwali! – wyznała Tyraniceta i przycisnęła rękę bolesnym ruchem do lewej części klatki piersiowej.
– Czyś ty dziewczyno oszalała?! – wrzasnęła Dyrektor. – Prawisz mi tu jakieś cuda wianki i przeszkadzasz w administrowaniu szkołą! Przez ciebie pójdę zaraz nie przygotowana na spotkanie w starostwie. Weź się w garść, kobieto, co się z tobą ostatnio dzieje? Masz omamy? Białe myszki i te sprawy?!
Wicedyrektor rozpłakała się, ale szlochając wyciągnęła z torebki najnowsze wydanie „Pecha Dnia” – świętokrzyskiego dziennika o wielkiej poczytności i autorytecie.
– Nnniech pa…pani lepiej TO ppppprzeczyta, …. zam..zam…iast na mnie krzyczeć – załkała, ocierając rękawem mokry nos i czerwone oczy.
Trunkowska spojrzała na wskazany artykuł i o mało nie zemdlała. Nosił tytuł: ‚Świetlica „Tartar” w Świętym Spokoju’. Bez czytania tekstu wiedziała, że to chodzi o jej szkołę – w artykule zamieszczono zdjęcia z barku „Tartar”, znajdującego się dokładnie pod jej gabinetem, w podziemiach budynku. Przyjrzała się jednemu ze zdjęć dokładniej i osunęła się bezwładnie na fotel. Drapichruścik rzuciła się z krzykiem na ratunek:
– Pomocy, ratunku, pani Dyrektor umiera! – wrzeszczała na całe gardło. Po trzech sekundach wpadła wystraszona pani sekretarka.
– Co się stało?
– Przecież pani widzi! Proszę dzwonić po pogotowie! Matko Boska, umiera! Co robić? -lamentowała Drapichruścik, która kompletnie straciła głowę, chociaż była przewodniczącą szkolnego koła PCK.
– Wody, niech pani leci po wodę – pani sekretarka, młoda, ładna dziewczyna, objęła dowództwo akcji ratunkowej. Ja otworzę okno i rozepnę jej bluzkę.
Już po chwili obie kobiety przystąpiły do reanimacji poszkodowanej, obficie używając wody do tego zabiegu.
– Może jej zrobić sztuczne oddychanie i masaż serca? – zaproponowała roztrzęsiona Drapichruścik.
– Umie pani? – spytała pośpiesznie sekretarka.
– Tak, to znaczy… nie. Niech pani spróbuje.
Pani sekretarka rozpoczęła sztuczne oddychanie metodą usta – usta, ale natychmiast odsunęła się od pacjentki z grymasem obrzydzenia na twarzy.
– Boże, ale od niej …, to znaczy, pani Dyrektor, jedzie! Co ona piła? Nie dam rady usta – usta. Spróbuję jak na starych filmach o topielcach, tylko połóżmy ją na biurku.
Za moment obie panie energicznie machały górnymi kończynami zemdlonej Pani Dyrektor. Nagle coś chrupnęło, a Trunkowska jęknęła, nie otwierając jednak oczu. Równocześnie otwarły się z rozmachem drzwi gabinetu i ukazała się w nich okazała postać doktora Trombaczkiewicza.
– A cóż kobiety wyczyniacie?!! Proszę zostawić chorą w spokoju, połamiecie jej kończyny! – zasapany lekarz natychmiast wkroczył do akcji. Fachowo i sprawnie zbadał pacjentkę, zaaplikował jakiś zastrzyk strzykawką wyjętą z kieszeni fartucha.
Otarł pot z czoła.
– Będzie dobrze, to tylko omdlenie. Chyba zbyt silne emocje. Uff, ale się zmachałem, przybiegłem tutaj na nogach, bo karetka nie mogła zapalić. Uff, coś do picia, poproszę, byle nie wodę, bo mi szkodzi.
Pani Drapichruścik sięgnęła na jedną z półek biurka Dyrektor Trunkowskiej i poczęstowała pana doktora Trombaczkiewicza napojem, który nie zawierał ani kropli wody.
– No, już lepiej – stwierdził medyk, nie wiadomo kogo mając na myśli – zemdloną czy siebie. Może chodziło o obie osoby. – A co tu się wydarzyło?
– Niech pan doktor tylko popatrzy – Tyraniceta podsunęła mu pod nos feralny artykuł. Trombaczkiewicz, chłop na schwał, spojrzał i … ani myślał mdleć. Ale podrapał się po gęstej czuprynie.
– Niemagister tutaj? W Liceum Wszystkich Świętych prowadzi świetlice?! Koniec świata, nie dziwię się pani Dyrektor, że emocje ją zmogły. O, zaczyna się poruszać.
– Jak się pani czuje, Pani Dyrektor? – uśmiechnął się do nabierającej znów rumieńców zdrowia Trunkowskiej.
– Doobrze … ale słabo – wyszeptała. – I tak mnie boli ręka w barku, oj,oj…!
Trombaczkiewicz obmacał kończynę i jednym fachowym pociągnięciem nastawił zwichnięty staw barkowy.
– Auuu!!! – zawyła pani Trunkowska, ale po chwili poczuła ulgę.
– Wszystko w porządku, zaraz przygotuję temblak. Proszę przynieść jakiś bandaż.

Chwilę po wyjściu doktora Trunkowska nabrała na tyle sił, aby ponownie wziąć byka za roki, czyli nieszczęsny reportaż w Pechu Dnia. Poprosiła o odczytanie go sobie na głos. Drapichruścik obawiała się, że może to spowodować ponowne kłopoty zdrowotne, ale musiała wykonać polecenie zwierzchniczki. Monotonnym, głuchym głosem odczytała tekst podpisany przez redaktora Drapieżnego. Dyrektorka zniosła dzielnie treść artykułu, choć często głęboko wzdychała i kręciła głową, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Reportaż opisywał świetlicę społeczną, założoną i finansowaną przez niejakiego Wojciecha Zażyckiego, nazywanego powszechnie Niemagistrem. Otóż ten słynny Niemagister wraz z grupą wolontariuszy prowadził bardzo dużą świetlicę od półtora roku i to gdzie? W Liceum Ogólnokształcącym im. Świętego Spokoju w Straszowie! Jako lokum obrał sobie podziemie szkoły, miejsce w którym funkcjonował prywatny barek szkolny. Artykuł kończył się optymistyczną refleksją redaktora Drapieżnego, który stwierdzał (zapewne na życzenie Niemagistra), że gdy spotka się dobra wola władz szkoły i poświęcenie wolontariuszy, może powstać bardzo cenna dla środowiska inicjatywa.
– Czy znałaś kiedyś większego małpiszona i drania niż ten Niemagister? – spytała Trunkowska i rozłożyła bezradnie ręce, po czym skrzywiła się z bólu, nie wiadomo, czy z powodu zwichnięcia, czy nieszczęścia opisanego w artykule.
– Nie, pani Dyrektor, większego nie – mogła szczerze odpowiedzieć Drapichruścik.
– No to jak pilnujesz szkoły?! – wrzasnęła Dyrektor, której groza sytuacji wróciła pełnię sił. – Taki potwór nie tylko wchodzi nam na teren placówki, ale, ba! prowadzi sobie w niej świetlicę! Półtora roku! I chwali się tym w prasie! Co tu się jeszcze wyprawia w tej zapchlonej szkole? Może w tych podziemiach jest jeszcze klub nocny i centrala handlu żywym towarem? Może wszystkie jesteśmy już sprzedane gdzieś do Niemiec i tylko czekają na transport?! No, mówże coś kobieto, co tak siedzisz jak mumia? Za co bierzesz niezłą pensję i jeszcze coś na boku dorabiasz? Ja mam wszystkiego pilnować? Mało to zdrowia już zmarnowałam?!
Trunkowska z grymasem bólu podniosła się z fotela i zaczęła z furią chodzić po swoim przestronnym gabinecie. Och, jeżeli nie można spalić Straszowa, to przynajmniej podłoży ogień pod tą obrzydliwą, strefioną przez Niemagistra szkołę. Niech się wszystko shajcuje i wreszcie będzie świety spokój! Nagle pewna przerażająca myśl przetruchtała przez jej mózgownicę:
– A może ty jesteś z nim w zmowie? Jakżeż inaczej mógłby tu mi się panoszyć niezauważony półtora roku? – wbiła przenikliwy wzrok bazyliszka w swoją podwładną, która kuliła się na swoim fotelu i pochlipywała, patrząc w podłogę.
– Ja nic nie wiedziałam…do dzisiaj – zaszlochała i załamała ręce.
– Nie wiedziałaś! – Trunkowska przystanęła na moment – dobre sobie. To kto miał wiedzieć? Może ja, która mam na głowie całą szkołę i kontakty z Powiatem?!
Nagle zdała sobie sprawę, że lepiej nie przeciągać tej dyskusji, bo Drapichruścik może, broniąc siebie, jej także wytknąć niedbalstwo i niewiedzę o tym, co dzieje się w szkole, którą kieruje. Zwłaszcza w obecności dziennikarzy byłoby to zabójcze dla jej dalszej kariery. Ciężko dysząc siadła więc znowu za biurkiem i jeszcze raz z odrazą i lękiem spojrzała na feralny artykuł. Przyjrzała się dokładniej wszystkim zdjęciom zamieszczonym na stronie. Nagle aż ją ścisnęło w dołku ponownie i pociemniało przed oczami:
– A to zauważyłaś? – pokazała palcem jedno z kilku zdjęć. – Poznajesz tego osobnika tutaj przy stoliku?
– Boże, przecież to magister Ciupa! – zawołała zdumiona Tyraniceta. – A cóż tam robi nasz psycholog? To wszystko jest nie do wiary! Jak koszmar z telewizji!
– Idź do Ciupy i przyprowadź mi szybko tutaj tego barana! Już ja z nim zatańcuję, że ruski miesiąc mu się przypomni! -zarządziła Dyrektor.

ciąg straszny nastąpi w tomie II
Niemagister Wojciech Zarzycki

Podziel się na:
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogłoszenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *