Zbrodnia doskonała tom II

Zbrodnia doskonała tom II

Boiotr Ciupa ze spuszczoną głową maszerował za Wicedyrektor Drapichruścik. Nie było mu do śmiechu, mina Tyranicety nie wróżyła absolutnie nic dobrego. Ciupa był w nastroju wybitnie bojowym – bał się jak cholera. Próbował odgadnąć o co zostanie ochrzaniony tym razem, ale możliwości było zbyt dużo, aby mógł się zdecydować na jedną z nich. Kroczył więc jak na ścięcie: zrezygnowany i sflaczały wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Gdy znalzł się przed obliczem Dyrektor, jej wygląd świadczył o tym, że jeżeli się pomylił, to tylko będąc nadmiernym optymistą co do swojej sytuacji.
– Czy panu Ciupie znudziła się już praca w Świętym Spokoju? – przez zęby wycedziła Trunkowska na powitanie, patrząc na niego takim wzrokiem, że aż ciarki przechodziły mu po grzbiecie. Wskazała mu niedbałym ruchem głowy fotel obok biurka. Siadł ostrożnie na samym brzeżku siedziska.
– Ależ pani Dyrektor, jak pani może o to pytać? – poruszył się niespokojnie jak na fotelu dentysycznym przed leczeniem kanałowym bez znieczulenia.
– A pytam, bo gdyby panu Ciupie było u nas niedobrze, to ja go nie będę zatrzymywała. Na etat psychologa w tak renomowanym liceum czeka zawsze baaardzo wielu chętnych, i to nie po studiach zaocznych w jakichś tam Sandomierzach czy innych Tarnobrzegach, jak w przypadku pana Ciupy.
– Czy pani dyrektor jest niezadowolona z mojej pracy? – spytał nieśmiało.
Trunkowska spiorunowała go spojrzeniem o energii wielu megadżuli:
– A jaka mam być? Co to wszystko ma znaczyć? – gwałtownym ruchem ręki popchnęła w kierunku wystraszonego belfra ostatnie wydanie Pecha Dnia otwarte na wiadomej stronie.
Psycholog spojrzał na tytuł artykułu, dostrzegł siebie na jednym ze zdjęć i skulił się odruchowo.
– Co pan Ciupa powie na to wszystko? – zabrzmiał wściekły głos Trunkowskiej.
– Nie bardzo wiem, o co chodzi – Ciupa próbował wykręcić się sianem.
– Chodzi o to zdjęcie! Co pan Ciupa robi na tej fotografii wykonanej w „Tartarze”?! – grzmiała Dyrektor.
– Nic. Siedzę sobie tylko – nic mądrzejszego nie przyszło zaskoczonemu całą aferą Ciupie do głowy. Cóż miał zresztą mówić, był umoczony i zgubiony, i wiedział o tym.
– Patrzcie państwo! On sobie tylko siedzi! Nic więcej! A wiesz z kim i gdzie siedzisz cymbale? Czy słowo Niemagister nic ci nie mówi? A może taki typ jest znakomitym towarzystwem dla uczciwego pedagoga z mojej szkoły? Może to ja już nic nie kontaktuję i to pan Ciupa powinien zostać dyrektorem Świętego Spokoju? – piekliła się Trunkowska.
– Ależ pani Dyrektor, jak pani nawet może tak mówić – kajał się aferzysta Ciupa. – Ja wcale się z tym Zażyckim nie zadaję. Jak Boga kocham! To zdjęcie to, to … tylko przypadek, zupełne nieporozumienie.
– A co pan Ciupa „przypadkowo” robi w Tartarze w towarzystwie Niemagistra? – drążyła sprawę Trunkowska.
– Ja wszystko szczerze wyznam, pani Dyrektor – postanowił przyznać się do wszystkiego psycholog. – Po prostu mój syn ma duże problemy z matematyką i dlatego Zażycki go doucza. Proszę popatrzeć na zdjęcie – ja tylko sobie z boku siedzę z żoną i córką, a Niemagister tłumaczy ułamki synowi.
Trunkowska przyjrzała się uważnie zdjęciu.
– No to pięknie, coraz lepiej – zasyczała Trunkowska. – Rodzina Ciupów w komplecie na tajnych kompletach u Niemagistra. Gdzie? W mojej szkole, w „Swiętym Spokoju”! Boże, ty słyszysz i nie grzmisz?! – zakończyła zdaniem, które zapamiętała z jakiegoś filmu. Znów wstała zza biurka i krążyła nerwowo po swoim gabinecie. Brakowało jej po prostu słów.
– To przechodzi ludzkie pojęcie. Jak można być takim baranem i posyłać dziecko, swoje dziecko! na naukę do Zażyckiego. Przecież to tuman, wariat, nieuk, sadysta, jednym słowem – Niemagister! To się po prostu w głowie nie mieści!
Ciupa jeszcze niżej spuścił swoją głowę, na którą spadały słuszne gromy.
– Ja to wszystko wiem, pani Dyrektor, ale tak jakoś wyszło … Po za tym, matematyki to on umie uczyć, jak nikt w Straszowie i okolicy, ma przecież uczniów, którzy wygrywają zawody ogólnopolskie …
– Przestań idioto bredzić, tobie też coś na mózg padło?! Gdyby umiał uczyć, to by nie był Niemagistrem – Trunkowska usiadła bezwładnie na fotelu, widząc przed sobą kolejną ofiarę oszustw tego wydrwigrosza, tego pacana, tego … Niemagistra.
– O jego uczniach czytałem w gazetach, to wszystko prawda, on bardzo dobrze uczy – brnął dalej na stracenie Ciupa. – Sam wiem o tym, bo nawet takie beztalencie jak ja nauczył statystki, co ją zdawałem parę lat temu na studiach.
– W gazetach wypisuję brednie, prasa kłamie! Rozumiesz gamoniu?! Jak jeszcze raz się dowiem, że mój pracownik daje dziecko do Zażyckiego, to Cupa ciupasem wyleci z roboty! Zrozumiano?
Ciupa pokiwał tylko głową na znak tego, że będzie już grzeczny.
– A co ten gagatek wyprawia w „Tartarze” poza tym, że udawał nauczanie małego Ciupaska?
Psycholog odetchnął z ulgą słysząc, że rozmowa oddala się od jego przewiny:
– Nic takiego, pani Dyrektor, prowadzi świetlicę dla dzieci i młodzieży, tej, która się pętała bez celu po Straszowie. Pomaga mu wielu wolontariuszy. Najpierw się uczą z ich pomocą lub czytają książki, a potem mogą sobie pograć i pobawić się. Nakupował sprzętu od cholery. O, przepraszam, że mi się wymskło… Ma stoły tenisowe, stół bilardowy, sprzęt fitness, gry planszowe itp. Na koniec dają wszystkim słodkie bułki i pączki.
– A gdzie to wszystko trzyma? Przecież rano nie ma śladu po tej „świetlicy” – dziwiła się Trunkowska.
– Składają wyposażenie do schowka pod schodami, a książki i zabawki trzymają w szafach w tym ostatnim pomieszczeniu, na którym jest napis „Biuro właściciela barku” – chętnie objaśniał winowajca, chcąc w ten sposób zmazać choć część swojej ogromnej winy.
– Zaczynam to wszystko rozumieć … Zwąchał się z Kowalczykami, już ja z nimi pogadam! Pan Ciupa niech wraca do roboty i zapamięta sobie, że jak jego noga jeszcze raz postanie w „Tartarze” u Niemagistra” to ..
– Ależ pani Dyrektor! – przerwał psycholog, który nie potrzebował dalszych instrukcji. Wolałby znaleźć się w piekle sam na sam Lucyferem, niż w „Tartarze” z Niemagistrem, czarną owcą Straszowskiej oświaty, przekleństwem dyrektorów szkół, utrapieniem kuratorów, kamieniem obrazy wszelkiego magisterstwa. A teraz na dodatek sprawcą jego kłopotów.

Po wyjściu Ciupy Dyrektor wezwała przed swoje oblicze panią Kowalczyk, prowadzącą prywatny barek „Tartar” w podziemiach szkoły.
– Usiądź kochanie, muszę z tobą poważnie porozmawiać – zaczęła słodko, ale kobieca intuicja mówiła Kowalczyk, że zanosi się na jakieś kłopoty.
– Słucham pani Dyrektor – uśmiechnęła się na wszelki wypadek.
– Dowiedziałam się z dzisiejszej gazety – wskazała ręką lezący na biurku tekst – że masz w swym barku jakiegoś dzikiego lokatora. Czy możesz mi to nieco wyjaśnić?
Kowalczyk starała się nie tracić zimnej krwi:
– Jaki tam lokator, pani Dyrektor, to tylko pan Zażycki z wolontariuszami prowadzi sobie takie zajęcia dla dzieci i młodzieży. Pomagają im w nauce, bawią się z nimi, czytają książki, grają w szachy, ćwiczą na różnym sprzęcie. Bardzo sensowna działalność. Czytałam ten artykuł, fajnie to wszystko opisane. Szkoła może być dumna z tej świetlicy.
– Ale ja nie życzę sobie żadnych świetlic. To jest Liceum Ogólnokształcące im. „Świętego Spokoju” i ja chcę mieć tutaj spokój i porządek.
– Ale pani Dyrektor, tam jest spokój i porządek. Oni wszystkiego bardzo pilnują …
– Skończmy tę niepotrzebną dyskusję, kochanie. Od jutra barek będzie zamknięty. Proszę o zabranie wyposażenia, szkoła zrobi tam remont i ogłosimy przetarg na ten lokal. Myślę, że się rozumiemy.
– Zupełnie nie rozumiem, dlaczego…- Kowalczyk była w kompletnym szoku.
– Zaraz dostaniesz kochanie wszystko na piśmie, pani sekretarka już kończy. Ja muszę wrócić do swoich obowiązków, życzę miłego dnia i nie zatrzymuję – ton głosu był kategoryczny.
Kowalczyk wyszła ze spuszczoną głową i rozpłakała się.

ciąg straszny nastąpi
Niemagister Wojciech Zarzycki

Podziel się na:
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogłoszenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *