Staszowska Szopka Całoroczna (część 24) To co zawsze – wywalili …

Modlił się pod figurą, a diabła miał za skórą,
czyli
z Odnowy wywalony za język odmrożony

Damulki Wielce Prześwięte
wzniosły nade mną swą piętę
i kopły tą piętą w zadek! –
a było to przez przypadek.

Bom stwierdził, bez rewerencji,
o braku mej preferencji
dla śpiewu, gdy rozstrojony –
więc obraziły się Ony.

Pomyłkę czynią koszmarną,
bo nawet zdolnością marną
dotknięty w cielesne uszy –
słyszę uszami mej duszy,
jak w głosie tych cnych damulek
harmonia dźwięków króluje.

Obłuda tam stroi z pychą,
egoizm nad pełną michą,
podlany sosem świętości,
zważonym na jakiejś kości.

Paniusie sądzą, że Świętej,
wysoko noszą więc piętę,
i kopią nią złych grzeszników –
takich jak ja skurczybyków.

Zebrane w kółeczko wyją:
„Chrzest chyba mu się nie przyjął,
a cóż to za popapraniec!
Chodźta, zmówmy różaniec,
za tego oto psubrata,
co goło po śniegu lata,
obleśnie miele ozorem
na filmach poglądy chore!
Niech Święty Duch go oświeci –
o, patrzta, już tutaj leci,
bo płomień świecy się chwieje!” –
Odnowa w Duchu tak pieje.

A świeca wstawiona krzywo –
spala się więc migotliwo.
Duch Święty omija kołem
grono zebrane za stołem.

Bo Święty, a więc nie głupi,
kitu taniego nie kupi,
i zna pochodzenie kości,
co w osiemnastym tu gości
wersie tej mojej balladki,
policzcie dobrze, o, dziat(d)ki.*
( * niepotrzebne skreślić )

Tę kość zostawiła psina,
a dała ją psu kurzyna,
tak wredna i zapyziała,
że precz ją baba wygnała,
a pies, co ogryzł, to sraczkę
narobił na wycieraczkę!

Gdy TERAZ mnie więc wygnata,
przynajmniej POWÓD już mata –
tego kurzego GNATA.

Kto wiedzieć chce, co banita
napisał dalej, niech czyta,
mrucząc: „Apage satanas,
ten czort tu się uwziął na nas!”

Otóż, Damulki Przezacne,
od tego Część Drugą zacznę,
że kiedyś, przed laty trzema,
pytałem, czy chętnych nie ma
do założenia ŚWIETLICY
dla dziecek, co na ulicy
wińskiem i petem się raczą,
na wiedzę, książkę – nie baczą.

Wlazłem na tę wielką Halę,
co stoi tam na Pipale,
miałyśta Święte Zebranie,
i ja wtryniłem się na nie.

Dorwałem się mikrofona
i tom, co Gierek dokonał,
pytałem: „Czy pomożecie?”
A wy: „Najpewniej na świecie!”

I pomogłyście, Babinki?
Nic, ani tej ociupinki.
Duch Święty was nie oświecił,
że ważne – ulicy dzieci.

Miałyśta ważniejsze sprawy –
o losy świata obawy,
i inne tam dyrdymały,
jakbyśta wszechświat przecały
w jedynej swej pieczy miały…
a tylko te biedne dziecka
nie widać jakoś z zapiecka.

Ja ponad półtora roku,
z wszelkim pogaństwem u boku,
świetlicę mą prowadziłem,
do was też wciąż zachodziłem.

Pytałem, ze siedem razy,
czy byłoby bez obrazy,
jakbyśta czasem przybyły
i „Hades” nasz zaszczyciły,
choćby i świętym swym modłem –
siedem w tył razy was bodłem.

Aleśta czasu nie miały,
Staszów żeśta omadlały,
i chyba przez to, wciurności!
w końcu wygnano nas cości!

I już świetlicy nie było –
ją wywaliły na ryło,
Paniusie jak wy przezacne,
choć trochę bardziej cudaczne,
bo mocniej ziemski spiritus
działał im na łby, niż sanctus.

Ja wtedy zrobiłem lament,
chwiał się Staszowa fundament,
radyja i telewizje
lokalną robiły wizję.

W gazetach łzy lałem ciurkiem,
gdym walczył z wszem głupim siurkiem,
co woli salę zamkniętą,
a młodzież piwskiem urżniętą,
ławkę i lampę złamaną,
dzieciarnię klejem naćpaną.

Niewiele osób w tej walce –
tutaj se patrzę na palce,
mej lewej ręki, bo piszę,
i w prawej piórem kołyszę,
ale pięć palców wystarczy,
by zliczyć Tych, co przy tarczy,
mieczem prawdziwego słowa,
zwalczali siły Osłowa.

Pomogli wolontariusze,
i starsze, lecz z animuszem,
odważne dwie Panie z Akcji,
co są w Bartłomieja frakcji.

Paniusie pomóc nie mogły,
bo nowy problem niezmogły
miałyście na swej tapecie –
Królestwo Chrystusa w Świecie,
a może tylko w Ojczyźnie.
Wybaczcie mojej słabiźnie,
bo nie wyznaję się na tem,
woląc się parać konkretem.

Ósmy raz o coś prosiłem,
bo już utraciłem siłę,
a również i możliwości,
starszego człowieka gościć.
Com go przy minus dwudziestu
poddał mojemu królestwu,
w domu w kompletnym remoncie,
gdzie grzejnik stoi sam w kącie,
i zimną blachą się śmieje,
bo odłączony nie grzeje.

Pytałem, czy ktoś na Święta
by tego Pana przypętał
do stołu wigilijnego
i łóżka na noc dla niego.

Paniusie pomóc nie mogły,
ale i tak dopomogły!,
boście mi ten cytat słynny
sprzedały: „On sam jest winny!”

Ale was nie posłuchałem,
i Pana dalej trzymałem,
a Boże słowo się ciałem,
bardziej, niż się spodziewałem,
stało na mojej osobie,
bo z mrozu se żarty robię!

Z Panem dzieliłem się śledziem
w kuchni, gdzie było plus siedem,
jak ziąb naruszył nam koście,
w pokoju plus jedenoście
mieliśmy w porywach grzałki,
i wstyd się przyznać, gorzałki,
którą za Pań krzepkie zdrowie,
piliśmy zziębli panowie.

A Pan Bóg nam błogosławił,
obu na Morsów zaprawił.
Ja mogę w zimie Golejów
przepłynąć, jak w ciepłym oleju,
przy plus piętnastu się pocę,
mogę spać w mrozie pod kocem.

O, Boże! z powodu tarcia,
pióra po kartce darcia,
zrobiło się plus szesnaście!
więc Panie, Ducha nie gaście,
połączcie z Bogiem swe dusze –
ja się oziębić ciut muszę.

Jak wrócę mokry, zziębnięty,
skończę ten wiersz niedorżnięty.
Uda się on oczywiście,
talent mój omadlałyście:

„Uwielbiam Cię Niebios Panie
za wierszy łatwe pisanie.” –
tak w piątek intonowałem,
a wy: „Niech stanie się ciałem!”

Tym razem Duch was wysłuchał,
śmieje się z ucha, do ucha.
Żegnam, trzymajcie się ciepło,
myślę, że wam to do piekło.
Jak będzie trzeba – poprawię,
gdy wrócę z pływania w stawie.

Poganin niezrzeszony,
z Odnowy wywalony,
Niemagister Zarzycki,
co Panu Bogu świczki –
diabłu z pychy ogarka
nie chciał dawać podarka,
ale różne podarki
daje z talentu miarki.

Podziel się na:
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogłoszenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *